Należymy do podróżników, którym w miejscu docelowym wystarczy jakikolwiek dach nad głową, bez nadmiernych wygód a najlepsze wyjazdy zawsze wychodzą nam zaplanowane dwa dni przed startem. W tym przypadku również jedną nogą byliśmy już w Bieszczadach, jednak ostatecznie udało nam się dostać do ciepłej krainy na południu Grecji, gdzie przyjemnie wiejący śródziemnomorski wiatr nie pozwala odczuć wysokiej temperatury, a nieustannie zmieniający się górski krajobraz stanowi urozmaicenie dla kamienistych przestrzeni, tworzących niemal całą wyspę.

Nasze pierwsze godziny w tym miejscu wypełniała rozkosz oddawania się słonecznym i morskim kąpielom, czym zachłysnęliśmy się jak małe dzieci. Brak Internetu i wszelakich rozpraszaczy pomógł skupić się na czytaniu, rozmowach i przypomnieniu sobie, jak to jest po prostu być, nie musząc nic musieć. Nawet walki miejscowych kotów stały się dla nas wieczornych rytuałem, bo zaczęliśmy obstawiać ulubionych zawodników. Uwielbiam kiedy w takie dni B. zaczyna swoje rozprawy i zaskakuje mnie błyskotliwymi uwagami, zmiatając moje argumenty, a słowna potyczka nabiera kolorów i wymusza skupienie. Szczególnie w tak leniwych i błogich okolicznościach. W związku z tym, wcale mnie nie dziwi, że Grecja była kolebką filozofii.

Grecy, których spotkaliśmy na swojej drodze mogliby być również fantastyczną, żywą reklamą modnej teraz filozofii slow life (jeśli ktoś by ich uświadomił, że takową wyznają). Siesta to rzecz święta, ale nie warto tez śpieszyć się zanadto przed i po niej. Uświadomiłam sobie, że być może to moje tempo życia i narzucone mi schematy dnia codziennego są jakieś dziwne i dlatego taki styl mnie wciąż zaskakuje. Z drugiej jednak strony poczułam małe ukłucie zazdrości dla takiej umiejętności niespiesznego odmierzania czasu. Kolejną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy odnośnie tamtejszego społeczeństwa, to wyraźny podział na kobiece i męskie życie. Wieczorami w tawernach mężczyźni siedzą stadami, z przymrużonymi oczami obserwując otoczenie lub prowadząc żywe i głośne dyskusje. Tymczasem kobiety spotykają się w domach i nieszczególnie uczestniczą w życiu publicznym. Nie chciałabym jednak generalizować, bo rzeczą oczywistą jest, że nie moje obserwacje mogły być bardzo pobieżne. >>>

spacer wzdłuż morza

kreta wyspa

wyspa kreta

monlamon-kreta-33

monlamon-kreta-36

monlamon-kreta-43

monlamon-kreta-48

monlamon-kreta-52

monlamon-kreta-55

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Chania (całkiem spore miasto, słynące z weneckiej  zabudowy). Musiałam przejść się po wąskich uliczkach dwa razy, żeby nacieszyć oczy wszystkimi drobiazgami i zabudową. Portowa część jest jednak w głównej mierze nastawiona na turystów, o czym świadczą stoiska z pamiątkami i miejscowymi kosmetykami, jak również eleganckie knajpy i restauracje. Najbardziej jednak urzekła mnie dzielnica mieszkalna, trochę mniej przystosowana dla odwiedzających i prawdziwiej ukazująca miasto. Mnóstwo tam kotów, wygrzewających się na ulicach i parapetach domów i localsów przemykających między uliczkami do swoich mieszkań, ulokowanych za małymi niepozornymi drzwiczkami. Złapałam się kilka razy na zaglądaniu do cudzych okien, żeby podejrzeć codzienne życie mieszkańców. Warto w takim miejscu rozejrzeć się gdzie jedzą miejscowi, bo najczęściej takie miejsca (jak również w tym przypadku) okazują się ucztą dla podniebienia.

monlamon-kreta-61

monlamon-kreta-77

monlamon-kreta-84

monlamon-kreta-87

monlamon-kreta-94

monlamon-kreta-101

monlamon-kreta-117

monlamon-kreta-126

monlamon-kreta-130

monlamon-kreta-132

monlamon-kreta-137

monlamon-kreta-140

monlamon-kreta-150

monlamon-kreta-162

monlamon-kreta-165

monlamon-kreta-186

monlamon-kreta-197

monlamon-kreta-205

monlamon-kreta-208

Jednym z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam w życiu, była plaża Elafonisi – totalnie zapierające dech miejsce. Na niewielką wysepkę prowadzi płytka laguna i można rozkoszować się nie tylko lazurowym kolorem wody czy też zabarwionym na różowo piaskiem, ale również górzystym krajobrazem, roztaczającym się wokół, co tworzy całkowicie baśniowy klimat. Za pierwszym razem zachłysnęliśmy się widokiem tak bardzo, że postanowiliśmy wrócić tam kolejnego dnia i zostać tak długo, aż plaża wyludni się z turystów. Był to jedno z najpiękniejszych popołudni, jakie przeżyłam, ponieważ ogromna przestrzeń – wszystkie wielkie „kałuże” i morski brzeg były tylko nasze. Kiedy plaża ucichła od tupotu ludzkich stóp i całej przestrzeni rozpanoszył się morski wiatr, poczułam się jak w raju.

monlamon-kreta-217

monlamon-kreta-219

monlamon-kreta-245

monlamon-kreta-246

monlamon-kreta-256

monlamon-kreta-262

monlamon-kreta-289

monlamon-kreta-294

monlamon-kreta-315

monlamon-kreta-319

monlamon-kreta-327

monlamon-kreta-337

monlamon-kreta-338

monlamon-kreta-339

monlamon-kreta-346

monlamon-kreta-344

monlamon-kreta-349

monlamon-kreta-357

monlamon-kreta-361

monlamon-kreta-367

monlamon-kreta-375

4 thoughts on “W ciepłej krainie kotów || Kreta”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *