Ostatnimi czasy całkowicie pochłonął mnie ten temat psychoanalizy. Coraz częściej sięgam po tematyczną literaturę i jestem uważna podczas kontaktu z drugą osobą, przyglądając się ukradkiem. Uwielbiam rozmawiać i rozkminiać pewne mechanizmy.

Podczas ostatniego weekendu, przepełnionego śmiechem i rozmowami, nasunęło mi się kilka spostrzeżeń (autorką pierwszej teorii jest M.).

Jest kilka poziomów rozmowy z ludźmi i na niektóre z nich możemy nigdy wspólnie nie wejść. Pierwszy to zwykła komunikacja, przekazywanie sobie informacji, wymiana grzecznościowych uwag, czyli punkt wyjścia. Z większością znajomych odbywamy rozmowy właśnie na tym poziomie. Drugi to etap zadomowienia i akceptacji. Rozumiemy się i nieźle czujemy w swoim towarzystwie. Bardzo często pewne relacje, nawet te rodzinne nie wychodzą poza ten poziom. Jest on jednak bardzo bezpieczny i daje poczucie bliskości. Trzeci poziom to już coś wyjątkowego, bo pękają pewne bariery i zupełnie naturalne są zwierzenia, otwieranie serca przed drugą osobą. Jest to całkowite poczucie zrozumienia i bardzo stabilna forma przyjaźni, również w rodzinie czy związkach. Ludzie są pewni siebie nawzajem, często mówią głośno o miłości i szczęściu jakim się nawzajem obdarzają. Czwarty etap jest bardzo niszczący na dłuższą metę. To najgłębsze zaglądanie w duszę, gruba psychoanaliza, odkrywanie w sobie i przed sobą samym najciemniejszych zakamarków umysłu. Jeśli drąży smutne tematy to do łez i bardzo boleśnie, a gdy porusza szczęśliwe zagadnienia to tak intensywnie, że wręcz wyczerpuje organizm. To balansowanie na granicy wytrzymałości ludzkiej psychiki. Osobiście najlepiej czuję się na drugim poziomie i zwykle na takim pozostaję. Moja rodzina i kilkoro najbliższych przyjaciół to skrajna trójka, a czwartego poziomu doświadczyłam kilka razy w życiu. Zwykle wracam wtedy do codzienności w jakiś sposób odmieniona.

Kolejne przemyślenie odnosi się do komunikacji. Bardzo często chcemy za wszelką cenę narzucić komuś swój punkt widzenia, uzurpując sobie jakąś wiedzę jako niepodważalnie właściwą. Wydaje nam się, że skoro czytaliśmy więcej na jakiś temat lub spotykamy się z jakimś zagadnieniem częściej, mamy prawo narzucać swoje zdanie i druga strona powinna pokornie to zaaprobować. Zapominamy o magicznym momencie odpuszczenia tematu i pogodzenia się z tym, że nie każdy musi myśleć jak ja. Obserwuję to wszędzie wśród znajomych, w telewizji czy w domu. Być może więcej przez to tracimy, zamykając się na inny punkt widzenia. Sama często się na tym łapię, jednak potrzeba ogromnego samozaparcia i samokrytyki żeby niekiedy po prostu przestać mówić. Zamilknąć. Przekierować dyskusję na pozytywne tory innego tematu.

M&M znów powoli wybywają w świat i musimy nacieszyć się nimi ile wlezie.

wieczor z ludzmi

chlopak

dziewczyna z bebnem

dziewczyna w okularach

chlopak z gitara

bohoto-6

stopy

para

lapacz snow

Takie cudo zrobiła dla mnie O.

dreamcatcher

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *