dziewczyna patrzy w dal

Przez wiele lat mówiono mi co i jak mam robić. Posłusznie spełniałam oczekiwania, nie buntując się przeciwko propozycjom zaplanowania mojego życia według życzenia bliskich mi osób, uznając że to bezpieczna i pewna droga. Przez wszystkie lata studiów gasiłam wszelkie rozpalające się iskry, które mąciły spokój duszy i składały nieżyciowe propozycje, żeby odważyć się sięgnąć po aparat i iść własną drogą. Obserwowałam przez ekran komputera nierealne, dalekie światy ludzi, którzy z roku na rok budowali swoje artystyczne przestrzenie. Zazdrość ściskała gardło, jednak wciąż brakowało mi wystarczającej ilości siły, pewności i odwagi.

Jednakże zaplanowana skrupulatnie ścieżka zawodowa nie układała się tak dobrze, jak planowałam. Nienawidziłam zawodu, który wykonuję, a upływający czas nie sprzyjał spokojowi ducha. Otaczałam się również ludźmi, z którymi nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka. Pozornie szczęśliwa odgrywałam codzienną farsę, wciąż na różne sposoby tłumacząc przed sobą własne wybory.

fotograf

Nie pamiętam co spowodowało, że w końcu zrobiłam pierwszy krok i nieśmiało zaczęłam patrzeć na świat przez wizjer aparatu. Wiem tylko, że to było jak narkotyk, jak coś co mnie całkowicie zniewoliło, nie pozwoliło o sobie zapomnieć, rozwalało głowę i panoszyło się w moich planach na przyszłość, pozostając jednak wciąż odległym marzeniem. Z czasem robiłam coraz więcej zdjęć, nie tylko codzienności, lecz również aranżowałam różne spotkania, gdzie zupełnie bez ciśnienia mogłam stanąć po drugiej stronie obiektywu. Pierwszy ślub pamiętam jak przez mgłę, byłam przerażona i zupełnie nieprzygotowana technicznie. Za każdym kolejnym razem było jednak coraz lepiej. Przerażenie zamieniło się w pozytywny, przyjemny stres. A myśl o każdym kolejnym zleceniu lub spotkaniu, powodowały ogromne podniecenie, utwierdzając mnie w przekonaniu, jak bardzo kocham to co robię.

Przyszła również zupełnie bez fanfar, całkowicie niepostrzeżenie pewność, że to moja droga i pomimo wszelkich napotkanych wcześniej trudności powtórzyłabym ją jeszcze raz i jeszcze i jeszcze… Nie żałuję żadnego z upadków, porażek ani przepłakanych godzin. Rekompensowały je w końcu rozsadzające ze szczęścia kołatanie serca, uśmiechy osób, które stały przed moim obiektywem i pozytywne słowa, dzięki którym nie rzuciłam wszystkiego w cholerę. Cała emocjonalna sinusoida, która nieustannie mi towarzyszy, stała się dla mnie motorem napędzającym do działania. Mam też świadomość, że jest ona nieodwołalnie wpisana w tę drogę. Widzę również po zdjęciach, że przemiana nieustannie trwa; fotografie które robiłam kilka miesięcy temu niekiedy mnie zawstydzają swoją niedoskonałością, a te sprzed dwóch lat wydają się być zrobione przez zupełnie kogoś mi obcego. Mimo wszystko nie chciałabym nigdy osiąść na laurach i uznać że zrobiłam coś doskonale. Myślę, że wtedy byłby koniec.

Otaczam się dzisiaj wspaniałymi, inspirującymi ludźmi. Uczę się świadomie czerpać radość z bycia tu i teraz, doceniając jakie mam szczęście. Przewartościowałam wiele rzeczy i spaliłam różne mosty. Przede mną potworna, przytłaczająca ilość nauki i poznawania, nie tylko sprzętu, programów, historii – przede wszystkim nauka patrzenia, słuchania, wyłączenia bodźców i podpowiedzi, odwaga kreowania swojego stylu i przełamywania schematów, które uznano za kanon estetyczny. To jednak już chyba historia na inny dzień 🙂

dziewczyna

fot. Ania Pińkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *