Coraz częściej mam wrażenie, że wszystko co się dzieje w danej chwili jest już wspomnieniem. Czas zaczął przepływać mi przed oczami jak taśma starego filmu, w tempie dla mnie niezrozumiałym. Wyszarpuję wolne chwile, celebrując soboty i niedziele jak święto. Dni zaczynają zlewać się w powtarzalny schemat i zdarza mi się nie odróżnić środy od czwartku. Być może zbyt wiele chciałabym naraz, a może to kwestia wypracowania innych nawyków.

Słyszałam pewną teorię, że kiedyś wiele rzeczy było dla nas nowych, więc nowe bodźce i zachwyt nad wydarzeniami załamywał czasoprzestrzeń. Natomiast w dorosłym życiu nieustanne powielanie pewnych czynności powoduje, że gubimy dni i mamy wrażenie, że czas pędzi jak pomylony.

Z coraz większą ulgą uciekam w góry, poznając na nowo karkonoskie okolice. Kilka dni temu jakaś niewytłumaczalny ogień ścisnął mi gardło, kiedy wysiadłam na peronie w Jeleniej Górze, poczułam mroźne powietrze i wchłonęłam spokój jaki panował w całej okolicy. Dopiero teraz widzę, ile lat musiałam naszarpać się z życiem, żeby docenić to, co zawsze było obok. Brzmi jak banał, ale czasem po prostu trzeba pójść sobie gdzieś i zatęsknić.

karpacz-1

karpacz zima

karpacz-14

kulig w karpaczu

karpacz-24

karpacz-25

karpacz-27

karpacz-49

karpacz-50

monika luniak | monlamon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *